Y Buenos Aires

Fragment wczorajszego filmu:

A teraz…

POWRÓT DO DOMU | ABRIR PUERTAS Y VENTANAS (Milagros Mumenthaler) AR 2011, 99′ ES
Furtka. Ostatecznie wszystko ma jakąś furtke? Tak to chyba trzeba rozumieć. Wystarczy ją otworzyć. Wystarczy – pojęcie względne. Długo myślałam, że to koleżanki. Chłodno było. Chłód gniazda bez rodziców? Babcia Alicja, najwyraźniej intelektualistka, która żywot zapewne dość stresujący wiodła, zanim umarła. I miała dziwactwa. Cóż. Nauka nie idzie w las. Ani w ogród. Pokazano, jak przemyśliwanie wiedzie do realizacji – niczym pstryknięcie palcem, jak realizuje się swoisty autyzm, który jednak jest ucieczką w stronę zdrowienia, jak po stracie można zyskać wolność. Wystarczy posłuchać emocji, otworzyć okno inaczej, pozbyć się zabawek z dzieciństwa, opróżnić garaż – nie wiem, czy dobrze lokalizuję to miejsce – by przestać widzieć mur między sobą? Może trzeba poczuć się chcianym, by „mimo wszystko” mogło zaistnieć. Kinematografia nie musi odpowiadać. Wolno jej tak wiele, jak nikomu nie można, używając słownictwa bł. Jana Pawła II. Podobno „wszystkie grały bardzo dobrze”. Tak się dzisiaj mówi. Nie dziwi nic.

Reklamy

Nie tylko 25 Watów

DSC_0552

WIECZÓR INSTYTUTU CERVANTESA
25 WATÓW | 25 WATTS, reż. Juan Pablo Rebella i Pablo Stoll, Urugwaj 2002, 96′

Rozpoczyna się długim ujęciem idących trzech młodych mężczyzn, chłopaków, hmm. Wymowny początek – opuszczone głowy i incydentalny „knok-knok joke”, po którym trzeba przyspieszyć kroku. I chociaż moglibyśmy się spodziewać jakiejś „żarówkowej” idei od Leche, który, jak się wydaje, najbardziej opanował swoją przestrzeń życiową – dziś by powiedziano, że „ogarnięty” był, niesie ona jednak niewiele światła nomen omen, cień bezideowości kładzie się szeroko w okolicy. Ładny, odważnie nakręcony, czarno-biały film przenosi w inny wymiar, daleki od XXI-wiecznego uniformizmu behawioralnego – jest wolniej, swobodniej, tu i teraz, za rogiem. Sukcesem jest pomysł – to chyba słowo klucz – angaż, nagrana robota – oj, nagrana. Jednych wynosi ponad poziomy we własnych oczach, innych – brutalnie ponosi po oczach drugich, jeszcze innym daje szansę na zręby czasowe pośród rozścielonego świata. Zakłamanego świata dla następnych, którym już cierpliwości na miłość nie starcza. Cierp-li, waść – mówił sobie. Do zakochania nie pomogło, a tu o miłości mowa. Więc Mleko. Leche. Dla mnie to najjaśniejszy z chłopaków, najświatlejszy – kwestia sporna. U niego podejście do fizyczności wygląda najbardziej ludzko, a to pewnie przez podejście do życia właśnie. Piękny jest, gdy reaguje i zabiera babcię, wychodzi. Ma swoją ideę, to fakt, ale zaraz – właśnie! – ma pomysł. Siada potem w bezsilności, ale i w tym mu do twarzy, jak najbardziej. Nie są mu obce psie odchody, ale to on najmniej wdepnął. Pomysł makaronowy tu dobrze opisze to i owo. Towarzyszyło mi podczas seansu jakieś ponaglenie – weźcie się za swoją wartość. Zdolność. Kochania. Film bez obrazowania większej presji, dużo dymu i ósma bila. Tam dzwoni się na monety. Io sono. Cantada. Leche ma egzamin. Il e. Życzyłabym mu, spotkawszy, by świecił swoim blaskiem. Moc się znajdzie. Może pociągnie kogoś. Może nie. Póki co, io sono.

PS. Ciekawy jest wątek z Księgą Guinessa. Jest rekord? Jest. Ile? Jeden z Urugwaju. Tylko jeden? Nie może być! A jednak. I to dziwny. Ale jest, ale jest – tego się trzymajmy. Już ktoś czwarty trenuje, by go pobić. Podłączamy żarówkę, czy czekamy na gwiazdy?

Przedtem 4′ – „Un novio de mierda” – reż. Borja Cobeaga, Hiszpania 2010
Pani prezentuje zaślepienie. Pan – cóż on prezentuje? Be aware.