„Spring has finally come”

With above-cited phrase from the Martha Martin’s diary, sounding so comfortingly after what we see her going through in the Rugged Gold movie, I want to welcome you today and tell you a bit on my long-lasting appreciation of raw juices. To start with :)PicsArt_1395420246822 Czytaj dalej

Reklamy

W Walentynki podziel się miłością: Marzycielska Poczta

Post Karoliny reblogowany za Jej zgodą, polecam!

EDIT: Przestał się wyświetlać z nieznanych mi powodów => odsyłam do źródła.

Przepisowo ;) Ponowna próba sił

Wróciłyśmy… Leśne ścieżki zastąpiły chodniki. Już nie uderza nas piękny zapach czystego powietrza, ale jesteśmy zdecydowane na kontynuację diety. To trzeci tydzień i na bazie tego, co smakowałyśmy, widziałyśmy, ale i naszej inwencji — staramy się nie zarzucać diety owocowo-warzywnej. Siostra i ja – jak dotąd — dajemy radę :)

Zaskakująco dobre połączenie – jedna z surówek:  1 kalarepa, 2 kiwi, 1/2 grapefruita

Inna ciekawa sałatka to:  kiszona kapusta, jabłko, marchewka, kiwi, kminek do smaku – wbrew pozorom nie ma nadmiaru kwaskowości

Dodajemy to, co akurat mamy i stopniowo zużywamy zapasy.picsart_1351345465485 Zupy na warzywach potrafią wyjść wyśmienite, nie blendujemy z prostej przyczyny nieposiadania chwilowo blendera, ale już wyobrażam sobie, jak zupka o bogatym smaku prezentowałaby się jako krem. Czasami używamy mieszanek mrożonych, częśściej robimy wszystko od podstaw.

Mrożonki ułatwiają sprawę, ale obiło mi się o uszy, że proces technologiczny, w jakim się je otrzymuje, jest zbyt szybki i poddaje owoce/warzywa za niskiej temperaturze, co przyczynia się do utraty ich zdrowotnych właściwości. Zamiast błyskawicznie w -60 st. Celciusza, trzeba by zamrażać je w normalnym tempie w temperaturach naturalnych, nieco poniżej zera, wyobrażam sobie, że do -10 st. na przykład.

Przyznaję, jest to wyzwanie do robienia mrożonek samodzielnie z warzyw, które niedługo się pojawią, jeśli będzie dostęp — najlepiej ekologicznych. Później, jesienno-zimową porą sięgamy do zamrażarki i mamy wiosnę na talerzach w pełnej krasie. Mniam.

Nastawiłyśmy też buraki na zakiszenie barszczu. Czekamy niecierpliwie na rezultaty. Ciepły barszczyk z rana działa cuda.

Napiszę wkrótce o tym, jakie rezultaty przyniosła ze sobą zmiana diety.

Dzięki Panu, który odwiedzał Ośrodek już któryś raz i był tak miły, że pokazał nam wiele okolicznych miejsc, wartych odwiedzenia, otrzymałyśmy namiary na rewelacyjny blog: http://arbuzowedaiquiri.blogspot.com/

Wielki talent Autorki :) Czekamy na rozszerzenie diety, wtedy próby będą nieuniknione! Dzięki i serdecznie pozdrawiamy!

Dygresyjnie jednak muszę tu wspomnieć o soi konkretnie, choć nie mam dotąd wyrobionego zdania, słyszałam poważne ostrzeżenia co do jej spożywania w ogóle — czas zacząć  zgłębianie tematu.

Dobrego przedwiośnia :)

Ach, i jeszcze — właśnie udał się pyszny, aromatyczny szpinak, więc z radości i o nim napiszę: paczka szpinaku, 3 ząbki czosnku drobno posiekanego i utartego z solą morska, pół drobno posiekanej cebuli czerwonej; czosnek podprażyć sam, dodać niewielką ilość wody, cebulkę, dać im chwilę, by się podgotowały, dodać szpinak, mieszać cierpliwie i voila!

Dom ulgi i wytchnienia

Wybrałam się na wczasy z dietą owocowo-warzywną do Radawy, koło Jarosławia. Jak bardzo takich Oaz nam dzisiaj potrzeba!

Wiele ograniczeń zagościło ostatnio w moim żywieniu. Byłam zmęczona radzeniem sobie lepiej i gorzej i to jest odpowiedź na moje potrzeby.

Ośrodek (link) położony jest wśród strzelistych lasów sosnowych, które nie występują w moich górskich okolicach. Tutaj mam te ukochane drzewa na wyciągnięcie ręki, tuż za oknem pokoju. Właśnie pada śnieg, kołyszą się wysokie pnie, tańczą gałęzie gdzieniegdzie udekorowane szyszkami. Czuję się przytulona scenerią.

Dzięki uprzejmości administratorów, zamieszczam fotki :)DSCF6890b

I wnętrze Domu jest niezwykłe. Dom to ludzie. Wiele osób korzysta z terapii, trwającej w swej podstawowej wersji dwa tygodnie. Codziennie raczeni jesteśmy trzema posiłkami, oj te posiłki! Do każdego dodawany jest owocowy deser. Zazwyczaj czeka na stołówce coś jeszcze dla głodniejszych, i tak Jem jabłko pieczone z wiśnią, goździkami i chyba cynamonem ;)

Rano możemy spotkać uśmiechnięte Panie pielęgniarki, poważyć, pomierzyć, pogwarzyć ;) Gimnastyka poranna − wielka zapomniana współczesności, zrzesza najwytrwalszych i udowadnia, że nic nie straciła z potencjału swego działania. Wtórują jej spacery pośród dziewiczego piękna okolicy. Do akcji wkraczają zabiegi rehabilitacyjne według zaleceń lekarza przyjmującego tutaj lub w myśl skierowań przywiezionych ze sobą. Co jeszcze? Wyjazdy na basen, do Lwowa, Jarosławia, Leżajska, Łańcuta, Kalwarii Pacławskiej. Odbywają się spotkania z dietetykiem, projekcje wykładów dr Ewy Dąbrowskiej, niektórzy dzielą się sobą − utalentowany akordeonista jakby mimochodem przenosi w czasie, woła melodie, które pokolorowały życie i rozśpiewują się dusze, szklą się oczy. Nieraz zapłonie ogień w kominku. Jest dostęp do biblioteki, pianina, siłowni, tv i internetu. Przed posiłkami popijamy soki owocowe, warzywne, czasem kompot. Często wraz z rozwijającymi się listkami zaparzanych herbat, rozwijają się rozmowy. Ziołowe, zamiast czarnej − zielona herbata i oczywiście, woda. DSCF6883bPopularne kijki czekają przy drzwiach, wciąż ktoś zabiera je na przechadzkę. Tutejszy mikroklimat ma obfitować w jod (sic!). To dla mnie nie lada gratka.

Nie dziwię się powracającym tutaj. Przyjeżdżają po detoks, normalizację. Bo ustępują choroby. I te historie, które tu można usłyszeć, wzmocnienia, uzdrowienia. Dzisiaj zatruwa już to, co za progiem, a i wykańczamy się wśród domowych pieleszy.  Złe nawyki, stres, któż nie wie, o co chodzi? Tutaj można zaczerpnąć powietrza, tu to musi ustąpić, dając przestrzeń, która jest zadziwiająco wypełniona. Jest czas, nie ma przymusu. To nie turnus zadaniowy, nie sztywny plan. To wolność uczenia się stawiania nowych kroków. Przed chwilą rozmawiałam z panią, która przyjechała dziewiąty raz. Przyjeżdżają niektórzy i dla siebie nawzajem. Poznałam wspaniałych ludzi.719

Ośrodkowi patronuje św. O. Pio. To on chciał nieść ludziom ulgę i wytchnienie. Niesie. Jest wśród nas Kapłan, codziennie sprawuje Eucharystię w tutejszej kaplicy.

Na spacerze znalazłam złoty pierścionek. Ogłoszenie już wywiesiłam :) Dla mnie było to jakby przesłanie o skarbie. Skarbie odmiennego podejścia; odnajdywanym.

Dom jest dziełem niezwykłych ludzi. Chciałabym tu wrócić w przyszłości. Najchętniej − poprowadzić choćby nieco podobny ośrodek. Dziękuję :)

Olej nad olejami * Pachnidła

Witajcie! Dzisiaj nie będzie o maśle do ciała Logony z owocem granatu i sezamem => ORIENTAL Body Butter Granatapfel & Sesam link, choć jest świetne, pachnie niepowtarzalnie i bardzo tu pasuje. Jakkolwiek na końcu podam obietnice producenta :)

Dzisiaj o miłości i relacjach damsko-męskich oraz pachnidłach, czyli pomyśle, który zaważa na wszystkim.

Oblubienica, Dante Gabriel Rossetti, 1865–66, obraz inspirowany Pieśnią nad pieśniami (Credit: Wikipedia)

Inne słowa klucze? Rozwój szeroko pojęty, dramat – erotyk, czyli Pieśń nad pieśniami, wybór, składniki miłości, królewskie małżeństwo

Nie z tej beczki?

Nie omińcie tego. Jeśli coś mówi Wam krakowska Beczka, to będzie z tej beczki :)

Opowiada O. Adam Szustak OP, o którym gdzieniegdzie głośno, a gdzieniegdzie dopiero się robi: Czy miłość jest jeszcze możliwa?

Są cztery części, polecam całość.

Pozdrawiam i życzę nam cudownych zapachów w życiu :)

♥♥♥

PS. Zaczynam czuć pieczony chleb – bochenki: Drugi i Trzeci – i choć zapomnieliśmy dodać czarnuszkę choćby do jednego, nie przeszkodziło im to w rozbrajającym ~pachnieniu~~

Masło do ciała z owocem granatu i olejem sezamowym (Oriental Body Butter Granatapfel & Sesam) Ujmująca kompozycja orientalnych nut zapachowych otacza skórę i oczarowuje zmysły Olej sezamowy uelastycznia, ujędrnia i wygładza skórę. Masło kakaowe intensywnie natłuszcza i sprawia, że staje się ona wyjątkowo miękka. Olej jojoba intensywnie i długotrwale nawilża, a masło shea regeneruje i zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry poprzez stymulację komórek. Masło shea posiada także delikatny, naturalny filtr słoneczny, dzięki czemu chroni przed promieniowaniem UVB, natomiast ekstrakt z granatu wzmacnia ochronę przed słońcem na poziomie promieniowania UVA i UVB. Olej palmowy uspokaja, wycisza i łagodzi wszelkie podrażnienia. Do codziennej pielęgnacji zwłaszcza suchej skóry. Produkt polecany także do skóry wrażliwej. Produkt należy zużyć w ciągu trzech miesięcy od otwarcia. Ilość: 200 ml.

DietoRelacja – tydzień 3.

Witajcie! Niedługo minie trzeci tydzień mojej przygody z dietą warzywno-owocową/owocowo-warzywną, różnie bywa z akcentami :)

Jabłko pieczone – czego ono nie uwalnia? Zapach, smak, słodycz, soki… Ciekawie smakuje nadziewane bakaliami w miejsce wyciętego gniazda nasiennego – rozgrzewający deser gotowy w 15 min.

Dzisiaj – dzień 18. – przypadł mi w udziale, jak się wydaje, drugi z kryzysów ozdrowieńczych. Nie są to długie okresy i można je dosyć łatwo rozpoznać.

Zaznaczam, że nie zajmuję się doradztwem dietetycznym.

Moje poszukiwania coraz intensywniej krążą w rejonach terapii Maxa Gersona, lekarza urodzonego i początkowo praktykującego w Polsce. Certyfikowane miejsca ją prowadzące to Instytut Gersona w Meksyku i ośrodek na Węgrzech. Cóż, pobyt dwutygodniowy u naszych Bratanków kosztuje 5500 Euro plus 500 dla niezbędnej osoby towarzyszącej, co jest dla mnie pułapem nieosiągalnym obecnie, ale i odnoszę silne wrażenie – wygórowanym. Przyjrzałam się zdjęciom potraw na ich stronie internetowej – warzywa nie są ze złota, i nawet biorąc pod uwagę koszt ekologicznej uprawy, opłaty związane z użyciem metody, do której prawa są zastrzeżone, nie mogę się zgodzić na wydanie ponad 11400 zł za tydzień pobytu na kuracji żywieniowej.

Jakkolwiek, założenia terapii dr. Gersona są naprawdę ciekawe. Mówią o niedoborach i toksyczności, jako głównej przyczynie zapadania na nowotwory, choroby cywilizacyjne, schorzenia chroniczne.

Póki co, we własnym zakresie staram się dobierać żywność i nie jest to w większości żywność produkowana ekologicznie – nie mam na razie takich możliwości. Wybieram warzywa, owoce pochodzenia polskiego i zawsze mają u mnie przewagę nad odpowiednikami zagranicznymi. Nie stosuję także soków, które w terapii Gersona odpowiadają za uzupełnienie przewlekłych niedoborów w organizmie. Mimo tych wszystkich braków, odżywiając się z naciskiem na warzywa i owoce, także niektóre zboża, czuję się dobrze, lepiej i zamierzam kontynuować. Jednocześnie, mam nadzieję, że niedługo będę mogła używać wyciskarki.

Dieta uświadamia mi, jak bardzo odeszliśmy od zdrowego żywienia, jak ubogie i mało urozmaicone jest przeciętne odżywianie Polaka. Produkty spożywcze, przygotowywane z żywności produkowanej przy dużej chemizacji hodowli i rolnictwa, następnie preparowanej, konserwowanej, nie zaspokajają głodu. Jemy więc coraz więcej coraz mniej wartościowych rzeczy – narażeni na zanieczyszczenia i stres, chorujemy. Teraz, kiedy dużo więcej czasu przychodzi mi spędzać na myciu, obieraniu, szatkowaniu, krojeniu, przyprawianiu, gotowaniu, pieczeniu, przyrządzaniu, widzę, że w gruncie rzeczy jest to to od czego uciekamy, a co jest najnormalniejszym, zdrowym zachowaniem.

Najbardziej przydatne i niezbędne rzeczy są najprostsze. Schody, łóżko, łyżka, nóż, garnek, drzwi – od wieków niczym innym ich nie zastąpiono i mimo wszechobecnego postępu wciąż towarzyszą cywilizacji. Myślę, że i w kwestii żywienia tak być powinno – wymagania organizmu co do żywności są niezmienne, przewód pokarmowy człowieka – przystosowany do rozdrabniania i trawienia produktów roślinnych – i tylko nasze nastawienie, zachowania oraz tempo życia nie wytrzymują próby czasu.

Sałatka owocowa z granatem i imbirem (upgradowana;)

  • granat-owe ziarenka wyłuskać
  • banana, kiwi, gruszkę, rodzynki, orzechy laskowe, nerkowca, migdały – pokroić
  • odrobinę kłącza imbiru- drobniutko posiekać
  • dodać olej lniany
  • dodać wg uznania kapsułkę Capivit Hydrocontrol lub witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (wit. A, D, E, K)
  • odstawić, by składniki się „przegryzły”.

Smacznego!

Pozdrawiam :)

DietoRelacja – tydzień 2.

Witajcie! Dziś co nieco na temat Odmienionej Codzienności Żywieniowej, która jest zaskakująco przyjemna. Oczywiście, wiąże się z wieloooma wyrzeczeniami, ale daje też coraz lepiej zauważalne bonusy. Kilka razy, kiedy inni marzli, mi było ciepło, cera ulega systematycznej poprawie i mam wrażenie, że wręcz czuję wzrost włosów, choć jeszcze tego nie potwierdziłam pomiarami obiektywnymi ;)Powyżej podejście do dania z bombą zdrowotną – kaszą jaglaną. Oj, eksperymentuję ci ja teraz ;) Czasem bywa ciężko, zwłaszcza, gdy coś smażonego, pachnącego odbywa się w kuchni, ale jednocześnie chęć wytrwania jest duża, bo czuję dobroczynne skutki nastawienia na owoce i warzywa; o początkach pisałam tu.

Ulubiona herbata (to już od dawna :)
W zastępstwie, ale i z pewnej ciekawości, pijemy obecnie białą herbatę z lawendą z Tea of Life, nabytą w Almie. Dziwne wrażenie, gdy charakterystyczny aromat unosi się znad filiżanki, ale już wiem, że to kwestia przyzwyczajenia. Podobno i spożywczo, i zdrowotnie, lawenda potrafi się dobrze przysłużyć. Nie mówiąc o walorach estetycznych :)Dotąd nie spotkałam godnego zamiennika dla herbaty Twinings i zdecydowanie polecam, także jeśli ktoś zaczyna przygodę z białymi herbatami lub ewentualnie zdążył się do nich zrazić. Czytaj dalej