Serious nostalgy cooking :)

Ever in love with an Italian?… I don’t know what there is about the series – friendship – tradition – humor – memories…

Lately, while cooking, I was glad just hearing them both talking with this beautiful accent… (I am not happy for a divorce case here and not for divorces in general.)

Buon pranzo a tutti!

So here comes our gluten-free pizza. I prepared it with a little help from Weronika’s remarkable blog – she writes in Polish.

PicsArt_1405685353934

Reklamy

Z Hummusem na ty i inne historie

Moja tęsknota za strączkowymi zaowocowała. Zaczytana, zasłuchana, ze wspomnieniami w zanadrzu, ciekawością i dobrymi chęciami, spróbowałam. I jest. Hummus. Po góralsku ;) Jak go opisać? Delikatny, ale wyrazisty. Jak tylko dotarłam do Krakowa, pośpieszyłam po jakiś wyznacznik smaku. Mam. Włoski. I nieskromnie powiem, że wypada bladziutko. Nie czuję wielowymiarowego posmaku prażonego sezamu i czosnku, a kwaśność, jakkolwiek pożądana — jest niezachęcająco cierpka. Oryginalny, w restauracji z korzeniami na Wschodzie, jadłam chyba tylko raz. Dawno. W Paryżu. Nie pamiętam, jaki był. Ważniejsze wspomnienia wyparły mniej istotne.

Celem rozszerzania diety, nabyłam cudawianki.ZakupyNadal  unikam glutenu, białek i tłuszczów zwierzęcych. Zostaje jednak całe mnóstwo rzeczy, naprawdę pysznych, wykraczających poza warzywa i owoce :) Tu szczególne wrażenie zrobiły na mnie czekolada w słoiczku i mleko ryżowe instant. Z ciekawostek: nasiona Chia – bomba wartości odżywczych oraz wypiekowy zamiennik jajek, inulina, mączka chleba świętojańskiego, mleko jaglane, quinoa, kardamon.

Powrót do strączkowych zaczęłam od soczewicy czerwonej — jest delikatniejsza od zielonej. Był pyszny pasztet z połowy składników wg zaadoptowanego przepisu. Rozchwytywany.Pasztet z czerwonej soczewicy

Nie wiedziałam, że tak lubię gotować! Musiałam poszukiwać innego odżywiania, odnalazłam uroki tworzenia. Mam z tego masę radości. A bazowa codzienność, czyli soki, sałatki, surówki, zupy, lecza warzywne – idą w parze z inwencją. Coraz bardziej lubię i chcę.

Potem wystąpiła ciecierzyca. Krążyłam wokół niej, czytałam, jak przyrządzać. Wyłaniał się zagadkowy obraz nasion opornych na gotowanie. Doniesienia o cierpliwym namaczaniu potwierdzam. Trzeba ciecierzycę namoczyć, najlepiej w przegotowanej (miękkiej) wodzie. Ciecierzyca i woda mają się mieć jak 1:3. Wody najprawdopodobniej trzeba będzie dolać, bo nasiona ją częściowo wchłoną. Dałam mojej cieciorce ok. 12 h i chyba mogłaby dostać jeszcze nieco. W czasie gotowania dolewamy tylko wrzącej wody, zimna może zniweczyć rezultaty.CiecierzycaCo do dodawania sody dla szybszych efektów — podobno nie warto, zmiana pH powoduje utratę witamin. Gotujemy bez soli.

A oto pewne koszty pośrednie przygód kuchennych. Hummus kosztował nas 1 blender ;) Poległ, biedaczek. Z wprawdzie ugotowaną, ale nadal stanowiącą wyzwanie ciecierzycą, poradził sobie dopiero duży, silny malakser. Nie upieram się przy tym, że przyrządziłam ją właściwie. Pewnie jeszcze wiele muszę się nauczyć. Polecam uwagi specjalistyczne :)

Powiodło się drugie podejście do stworzenia hummusu, albo jego bliskiego kuzyna ;) Za pierwszym razem nie miałam, bagatela — uprażonego sezamu. I — tak, nauczona mini-doświadczeniem, sądzę, że nie da się go niczym zastąpić. Hummus

Poznawszy składniki, szukałam proporcji, m.in. tutaj — dziękuję :)

Składniki hummusu:

  • ugotowane nasiona ciecierzycy – 1 litr (duży słoik, powinno to być ok. 200 g suchych nasion, ale tu pewności nie mam, bo gotowałam od razu porcję 400 g i podzieliłam na oko na 2 duże porcje)
  • 3-4 ząbki czosnku
  • sok z połowy cytryny (u mnie mieszany, dominowała limonka)
  • tahini – pasta sezamowa — zaraz będzie, jak zrobić
  • lodowata woda (przegotowana)
  • sól do smaku
  1. Ciecierzycę ucieramy w urządzeniu, które to przetrzyma :) Ucierałam w malakserze. Dodajemy zmiażdżone ząbki czosnku, sok z cytryny, tahini (przygotowanie opisałam poniżej)
  2. Dodajemy wodę — stopniowo, obserwując zmiany w konsystencji, aż do żądanej. Poprzestałam na bardziej zwartej, stąd przydomek „po góralsku”, bo nie wiem, czy załapalibyśmy się na „po arabsku” :)
  3. Ilość soli z tahini mnie nie wystarczyła, więc dosoliłam nieco
  4. Możemy podać z natka pietruszki, odrobiną oliwy, papryką słodką, przyprawami do smaku (pieprz czarny/ziołowy)

Tahini

  • 6 łyżek ziaren sezamu
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 0,5 łyżeczki soli
  • nieco mniej niż 0,5 szklanki wody
  1. Sezam prażymy na suchej patelni, aż nabierze kolorków, zarumieni się
  2. Rozdrabniamy (użyłam młynka do kawy)
  3. Dodajemy pozostałe składniki i ucieramy w blenderze lub ręcznie kilka minut do uzyskania konsystencji masła orzechowego. Zapach jest niezwykły.

Pasty wyszło sporo. Spróbowałam, a jakże, ale ponieważ wszyscy byli poza domem, a ja czekałam na ważne badanie następnego dnia, zamroziłam hummus w małych pojemniczkach, takich w sam raz na jednorazowe podejście.

Jakoś w tamtych dniach upiekłam też chleb z inuliną, po którym pozostało wspomnienie i szczątkowa fotorelacja ;) Może komuś przyda się informacja, że 7 g drożdży suszonych/instant odpowiada 25 g drożdży świeżych. Mąki typowe zastąpiłam. Ekhm… Zrobiło się baaardzo odżywczo…Chleb z inulinąNa marginesie, 30 stopni ewoluowało w 42! Nie wierz nigdy piekarnikowi w dolnych rejestrach :) El Dorado!

Dopracuję recepturę :)

Pozdrawiam!

Przepisowo ;) Ponowna próba sił

Wróciłyśmy… Leśne ścieżki zastąpiły chodniki. Już nie uderza nas piękny zapach czystego powietrza, ale jesteśmy zdecydowane na kontynuację diety. To trzeci tydzień i na bazie tego, co smakowałyśmy, widziałyśmy, ale i naszej inwencji — staramy się nie zarzucać diety owocowo-warzywnej. Siostra i ja – jak dotąd — dajemy radę :)

Zaskakująco dobre połączenie – jedna z surówek:  1 kalarepa, 2 kiwi, 1/2 grapefruita

Inna ciekawa sałatka to:  kiszona kapusta, jabłko, marchewka, kiwi, kminek do smaku – wbrew pozorom nie ma nadmiaru kwaskowości

Dodajemy to, co akurat mamy i stopniowo zużywamy zapasy.picsart_1351345465485 Zupy na warzywach potrafią wyjść wyśmienite, nie blendujemy z prostej przyczyny nieposiadania chwilowo blendera, ale już wyobrażam sobie, jak zupka o bogatym smaku prezentowałaby się jako krem. Czasami używamy mieszanek mrożonych, częśściej robimy wszystko od podstaw.

Mrożonki ułatwiają sprawę, ale obiło mi się o uszy, że proces technologiczny, w jakim się je otrzymuje, jest zbyt szybki i poddaje owoce/warzywa za niskiej temperaturze, co przyczynia się do utraty ich zdrowotnych właściwości. Zamiast błyskawicznie w -60 st. Celciusza, trzeba by zamrażać je w normalnym tempie w temperaturach naturalnych, nieco poniżej zera, wyobrażam sobie, że do -10 st. na przykład.

Przyznaję, jest to wyzwanie do robienia mrożonek samodzielnie z warzyw, które niedługo się pojawią, jeśli będzie dostęp — najlepiej ekologicznych. Później, jesienno-zimową porą sięgamy do zamrażarki i mamy wiosnę na talerzach w pełnej krasie. Mniam.

Nastawiłyśmy też buraki na zakiszenie barszczu. Czekamy niecierpliwie na rezultaty. Ciepły barszczyk z rana działa cuda.

Napiszę wkrótce o tym, jakie rezultaty przyniosła ze sobą zmiana diety.

Dzięki Panu, który odwiedzał Ośrodek już któryś raz i był tak miły, że pokazał nam wiele okolicznych miejsc, wartych odwiedzenia, otrzymałyśmy namiary na rewelacyjny blog: http://arbuzowedaiquiri.blogspot.com/

Wielki talent Autorki :) Czekamy na rozszerzenie diety, wtedy próby będą nieuniknione! Dzięki i serdecznie pozdrawiamy!

Dygresyjnie jednak muszę tu wspomnieć o soi konkretnie, choć nie mam dotąd wyrobionego zdania, słyszałam poważne ostrzeżenia co do jej spożywania w ogóle — czas zacząć  zgłębianie tematu.

Dobrego przedwiośnia :)

Ach, i jeszcze — właśnie udał się pyszny, aromatyczny szpinak, więc z radości i o nim napiszę: paczka szpinaku, 3 ząbki czosnku drobno posiekanego i utartego z solą morska, pół drobno posiekanej cebuli czerwonej; czosnek podprażyć sam, dodać niewielką ilość wody, cebulkę, dać im chwilę, by się podgotowały, dodać szpinak, mieszać cierpliwie i voila!

Prapremiera sprzętowa

Moja przedsiębiorcza siostra wyszukała niewielki piekarniczek. Ja znalazłam teflonową brytwankę, będzie wyręczała tę, będącą w zestawie. Co za radocha!

Nasz przepis zachciankowo-zapasowy:) Nieco oliwy, makaron gryczany ugotowany uprzednio al dente, biały ser od wiejskiej gospodyni, masło, cukier, cynamon, przyprawa do kawy i deserów Kamis. W jednym rogu eksperymentalnie wylądowało mleczko kokosowe.

Debiut w duecie – może będzie się dało poczęstowac osoby trzecie;) Crispy, tak bym określiła efekt końcowy- nie doceniłyśmy zdolności grzewczych malca. Dobry występ. Sąsiadka poczęstowana:) Ten makaron nie sprawdził się, jest nieco za delikatny.

Sprawiają Wam radość podobne przedsięwzięcia?

Woda kokosowa

Kokos. Co za owoc! – mleko, wiórki, olej i woda. Woda kokosowa.

Poleciła mi ją znajoma siostry, mieszkająca w Rio de Janeiro, w związku z moją chorobą. Podzieliła się tym, przez co sama przeszła. Właściwie to wtedy się poznałyśmy. Dziś napisała, że była u przyjaciela, który prowadzi restaurację, powiedziała mu o mnie, a on zdecydował, że przekaże 72 puszki dużo taniej. Zamierza mi je przesłać. Oczywiście, pragnę zapłacić, ale niniejszym, chcę wyrazić wdzięczność ludziom z sercem na dłoni, pełnym bezinteresowności! Aniołom.

Tymczasem, ruszyłyśmy do okolicznego sklepu organicznego, niestety, import z pośrednikiem w tle i tutejsze marże nie dają optymistycznego rezultatu cenowego.

Co takiego kryje kartonik? Delikatny, klarowny płyn – z lekką słodyczą, posmakiem roślinnym – czy kokosowym? – jeśli – to bardzo, bardzo delikatnym.

Pozyskuje się go z młodych, zielonych kokosów. Producent podaje, że ma on wiele – i tu wylicza – właściwości dobroczynnych. Cóż, ja usłyszałam o nich z pierwszej ręki, dlatego postanowiłam spróbować. Bardzo szybko polubiłam ten dar natury.

Jabłka pieczone

Ciepła przekąska, roznosząca śliczny zapach wokół. Okazało się, że oliwa dobrze się sprawdziła do pieczenia jabłek:)

Dodałam cynamonu, przyprawy do kawy i deserów Kamis i cukru. Przygotowanie jest szybciutkie, a efekt radujący serce:)