„Spring has finally come”

With above-cited phrase from the Martha Martin’s diary, sounding so comfortingly after what we see her going through in the Rugged Gold movie, I want to welcome you today and tell you a bit on my long-lasting appreciation of raw juices. To start with :)PicsArt_1395420246822 Czytaj dalej

Committed to change

Ostatni piłam ją u Jeffa, teraz f Fabryce Pizzy i lubię za węzełek zamiast aluminiowej zszywki przy torebce Bardziej chcę wracać tam, gdzie takie rzeczy zdają się liczyć

Poprzednio piłam ją u Jeffa, teraz w Fabryce Pizzy i lubię za węzełek zamiast aluminiowej zszywki przy torebce

Czwarta kwadra miesiąca, ostatnio rzadko go widuję. Za Encyklopedią staropolską:

Wyraz miesiąc, jako nazwa księżyca, był używanym dawniej przez cały naród zarówno. Od XVIII zaś wieku jest nazwą zachowywaną głównie przez lud, gdyż w języku książkowym i warstw wyższych zyskał sobie monopol księżyc. Tu nadmienić potrzeba, że wyraz miesiąc ma związek językowy z mierzeniem czasu, a księżyc z wyrazem ksiądz, który w mowie polskiej z doby Piastów znaczył to, co dziś monarcha, książę panujący. Takim monarchą, czyli księdzem na niebie, było słońce,a księżycem – miesiąc.
Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, 1900-1903DSC_0125DSC_01261. października, ten dzień wciąż ma dla mnie szczególny wydźwięk, choć nie rozpoczynam roku akademickiego, wspominam. Wykorzystałam dzisiejszą Księżycową działalność i udałam się do fryzjera. Szkoda było włosów, czego będąc młodszą W OGÓLE nie rozumiałam. Jednak jesienne kapryśne pogody, zimowe mrozy, czapki, szaliki się im nie przysłużą. Akcje przeprowadzkowe starczyły mi za wszelkie treningi siłowe i wytrzymałościowe. Marze o spaniu. Upolowałam płukankę octową w promocji. Wygrałam z pokusą czekoladki Ritter z marcepanem, było ciężko, i grzanek w Fabryce Pizzy. Polecam ich zupy, przecierowe, wielowymiarowe. Bazowy opis produktu „Pizza”: ciasto, sos pomidorowy, mozzarella. Que bello. Czytaj dalej

Nie dam się – Zobowiążę się

Co kilka dni, siedem i ciut, Księżyc zmienia kwadrę.
Przyglądam się…
Zaoceaniczny klimat, uśmiechnięty personel przestrzegających kanonów dobrej obsługi, warto zajrzeć do Jeffa

Zaoceaniczny klimat, uśmiechnięty personel przestrzegających kanonów dobrej obsługi, warto zajrzeć do Jeffa

Trzecia kwadra – Po Pełni

Czytaj dalej

Z Hummusem na ty i inne historie

Moja tęsknota za strączkowymi zaowocowała. Zaczytana, zasłuchana, ze wspomnieniami w zanadrzu, ciekawością i dobrymi chęciami, spróbowałam. I jest. Hummus. Po góralsku ;) Jak go opisać? Delikatny, ale wyrazisty. Jak tylko dotarłam do Krakowa, pośpieszyłam po jakiś wyznacznik smaku. Mam. Włoski. I nieskromnie powiem, że wypada bladziutko. Nie czuję wielowymiarowego posmaku prażonego sezamu i czosnku, a kwaśność, jakkolwiek pożądana — jest niezachęcająco cierpka. Oryginalny, w restauracji z korzeniami na Wschodzie, jadłam chyba tylko raz. Dawno. W Paryżu. Nie pamiętam, jaki był. Ważniejsze wspomnienia wyparły mniej istotne.

Celem rozszerzania diety, nabyłam cudawianki.ZakupyNadal  unikam glutenu, białek i tłuszczów zwierzęcych. Zostaje jednak całe mnóstwo rzeczy, naprawdę pysznych, wykraczających poza warzywa i owoce :) Tu szczególne wrażenie zrobiły na mnie czekolada w słoiczku i mleko ryżowe instant. Z ciekawostek: nasiona Chia – bomba wartości odżywczych oraz wypiekowy zamiennik jajek, inulina, mączka chleba świętojańskiego, mleko jaglane, quinoa, kardamon.

Powrót do strączkowych zaczęłam od soczewicy czerwonej — jest delikatniejsza od zielonej. Był pyszny pasztet z połowy składników wg zaadoptowanego przepisu. Rozchwytywany.Pasztet z czerwonej soczewicy

Nie wiedziałam, że tak lubię gotować! Musiałam poszukiwać innego odżywiania, odnalazłam uroki tworzenia. Mam z tego masę radości. A bazowa codzienność, czyli soki, sałatki, surówki, zupy, lecza warzywne – idą w parze z inwencją. Coraz bardziej lubię i chcę.

Potem wystąpiła ciecierzyca. Krążyłam wokół niej, czytałam, jak przyrządzać. Wyłaniał się zagadkowy obraz nasion opornych na gotowanie. Doniesienia o cierpliwym namaczaniu potwierdzam. Trzeba ciecierzycę namoczyć, najlepiej w przegotowanej (miękkiej) wodzie. Ciecierzyca i woda mają się mieć jak 1:3. Wody najprawdopodobniej trzeba będzie dolać, bo nasiona ją częściowo wchłoną. Dałam mojej cieciorce ok. 12 h i chyba mogłaby dostać jeszcze nieco. W czasie gotowania dolewamy tylko wrzącej wody, zimna może zniweczyć rezultaty.CiecierzycaCo do dodawania sody dla szybszych efektów — podobno nie warto, zmiana pH powoduje utratę witamin. Gotujemy bez soli.

A oto pewne koszty pośrednie przygód kuchennych. Hummus kosztował nas 1 blender ;) Poległ, biedaczek. Z wprawdzie ugotowaną, ale nadal stanowiącą wyzwanie ciecierzycą, poradził sobie dopiero duży, silny malakser. Nie upieram się przy tym, że przyrządziłam ją właściwie. Pewnie jeszcze wiele muszę się nauczyć. Polecam uwagi specjalistyczne :)

Powiodło się drugie podejście do stworzenia hummusu, albo jego bliskiego kuzyna ;) Za pierwszym razem nie miałam, bagatela — uprażonego sezamu. I — tak, nauczona mini-doświadczeniem, sądzę, że nie da się go niczym zastąpić. Hummus

Poznawszy składniki, szukałam proporcji, m.in. tutaj — dziękuję :)

Składniki hummusu:

  • ugotowane nasiona ciecierzycy – 1 litr (duży słoik, powinno to być ok. 200 g suchych nasion, ale tu pewności nie mam, bo gotowałam od razu porcję 400 g i podzieliłam na oko na 2 duże porcje)
  • 3-4 ząbki czosnku
  • sok z połowy cytryny (u mnie mieszany, dominowała limonka)
  • tahini – pasta sezamowa — zaraz będzie, jak zrobić
  • lodowata woda (przegotowana)
  • sól do smaku
  1. Ciecierzycę ucieramy w urządzeniu, które to przetrzyma :) Ucierałam w malakserze. Dodajemy zmiażdżone ząbki czosnku, sok z cytryny, tahini (przygotowanie opisałam poniżej)
  2. Dodajemy wodę — stopniowo, obserwując zmiany w konsystencji, aż do żądanej. Poprzestałam na bardziej zwartej, stąd przydomek „po góralsku”, bo nie wiem, czy załapalibyśmy się na „po arabsku” :)
  3. Ilość soli z tahini mnie nie wystarczyła, więc dosoliłam nieco
  4. Możemy podać z natka pietruszki, odrobiną oliwy, papryką słodką, przyprawami do smaku (pieprz czarny/ziołowy)

Tahini

  • 6 łyżek ziaren sezamu
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 0,5 łyżeczki soli
  • nieco mniej niż 0,5 szklanki wody
  1. Sezam prażymy na suchej patelni, aż nabierze kolorków, zarumieni się
  2. Rozdrabniamy (użyłam młynka do kawy)
  3. Dodajemy pozostałe składniki i ucieramy w blenderze lub ręcznie kilka minut do uzyskania konsystencji masła orzechowego. Zapach jest niezwykły.

Pasty wyszło sporo. Spróbowałam, a jakże, ale ponieważ wszyscy byli poza domem, a ja czekałam na ważne badanie następnego dnia, zamroziłam hummus w małych pojemniczkach, takich w sam raz na jednorazowe podejście.

Jakoś w tamtych dniach upiekłam też chleb z inuliną, po którym pozostało wspomnienie i szczątkowa fotorelacja ;) Może komuś przyda się informacja, że 7 g drożdży suszonych/instant odpowiada 25 g drożdży świeżych. Mąki typowe zastąpiłam. Ekhm… Zrobiło się baaardzo odżywczo…Chleb z inulinąNa marginesie, 30 stopni ewoluowało w 42! Nie wierz nigdy piekarnikowi w dolnych rejestrach :) El Dorado!

Dopracuję recepturę :)

Pozdrawiam!

Przepisowo ;) Ponowna próba sił

Wróciłyśmy… Leśne ścieżki zastąpiły chodniki. Już nie uderza nas piękny zapach czystego powietrza, ale jesteśmy zdecydowane na kontynuację diety. To trzeci tydzień i na bazie tego, co smakowałyśmy, widziałyśmy, ale i naszej inwencji — staramy się nie zarzucać diety owocowo-warzywnej. Siostra i ja – jak dotąd — dajemy radę :)

Zaskakująco dobre połączenie – jedna z surówek:  1 kalarepa, 2 kiwi, 1/2 grapefruita

Inna ciekawa sałatka to:  kiszona kapusta, jabłko, marchewka, kiwi, kminek do smaku – wbrew pozorom nie ma nadmiaru kwaskowości

Dodajemy to, co akurat mamy i stopniowo zużywamy zapasy.picsart_1351345465485 Zupy na warzywach potrafią wyjść wyśmienite, nie blendujemy z prostej przyczyny nieposiadania chwilowo blendera, ale już wyobrażam sobie, jak zupka o bogatym smaku prezentowałaby się jako krem. Czasami używamy mieszanek mrożonych, częśściej robimy wszystko od podstaw.

Mrożonki ułatwiają sprawę, ale obiło mi się o uszy, że proces technologiczny, w jakim się je otrzymuje, jest zbyt szybki i poddaje owoce/warzywa za niskiej temperaturze, co przyczynia się do utraty ich zdrowotnych właściwości. Zamiast błyskawicznie w -60 st. Celciusza, trzeba by zamrażać je w normalnym tempie w temperaturach naturalnych, nieco poniżej zera, wyobrażam sobie, że do -10 st. na przykład.

Przyznaję, jest to wyzwanie do robienia mrożonek samodzielnie z warzyw, które niedługo się pojawią, jeśli będzie dostęp — najlepiej ekologicznych. Później, jesienno-zimową porą sięgamy do zamrażarki i mamy wiosnę na talerzach w pełnej krasie. Mniam.

Nastawiłyśmy też buraki na zakiszenie barszczu. Czekamy niecierpliwie na rezultaty. Ciepły barszczyk z rana działa cuda.

Napiszę wkrótce o tym, jakie rezultaty przyniosła ze sobą zmiana diety.

Dzięki Panu, który odwiedzał Ośrodek już któryś raz i był tak miły, że pokazał nam wiele okolicznych miejsc, wartych odwiedzenia, otrzymałyśmy namiary na rewelacyjny blog: http://arbuzowedaiquiri.blogspot.com/

Wielki talent Autorki :) Czekamy na rozszerzenie diety, wtedy próby będą nieuniknione! Dzięki i serdecznie pozdrawiamy!

Dygresyjnie jednak muszę tu wspomnieć o soi konkretnie, choć nie mam dotąd wyrobionego zdania, słyszałam poważne ostrzeżenia co do jej spożywania w ogóle — czas zacząć  zgłębianie tematu.

Dobrego przedwiośnia :)

Ach, i jeszcze — właśnie udał się pyszny, aromatyczny szpinak, więc z radości i o nim napiszę: paczka szpinaku, 3 ząbki czosnku drobno posiekanego i utartego z solą morska, pół drobno posiekanej cebuli czerwonej; czosnek podprażyć sam, dodać niewielką ilość wody, cebulkę, dać im chwilę, by się podgotowały, dodać szpinak, mieszać cierpliwie i voila!

Dom ulgi i wytchnienia

Wybrałam się na wczasy z dietą owocowo-warzywną do Radawy, koło Jarosławia. Jak bardzo takich Oaz nam dzisiaj potrzeba!

Wiele ograniczeń zagościło ostatnio w moim żywieniu. Byłam zmęczona radzeniem sobie lepiej i gorzej i to jest odpowiedź na moje potrzeby.

Ośrodek (link) położony jest wśród strzelistych lasów sosnowych, które nie występują w moich górskich okolicach. Tutaj mam te ukochane drzewa na wyciągnięcie ręki, tuż za oknem pokoju. Właśnie pada śnieg, kołyszą się wysokie pnie, tańczą gałęzie gdzieniegdzie udekorowane szyszkami. Czuję się przytulona scenerią.

Dzięki uprzejmości administratorów, zamieszczam fotki :)DSCF6890b

I wnętrze Domu jest niezwykłe. Dom to ludzie. Wiele osób korzysta z terapii, trwającej w swej podstawowej wersji dwa tygodnie. Codziennie raczeni jesteśmy trzema posiłkami, oj te posiłki! Do każdego dodawany jest owocowy deser. Zazwyczaj czeka na stołówce coś jeszcze dla głodniejszych, i tak Jem jabłko pieczone z wiśnią, goździkami i chyba cynamonem ;)

Rano możemy spotkać uśmiechnięte Panie pielęgniarki, poważyć, pomierzyć, pogwarzyć ;) Gimnastyka poranna − wielka zapomniana współczesności, zrzesza najwytrwalszych i udowadnia, że nic nie straciła z potencjału swego działania. Wtórują jej spacery pośród dziewiczego piękna okolicy. Do akcji wkraczają zabiegi rehabilitacyjne według zaleceń lekarza przyjmującego tutaj lub w myśl skierowań przywiezionych ze sobą. Co jeszcze? Wyjazdy na basen, do Lwowa, Jarosławia, Leżajska, Łańcuta, Kalwarii Pacławskiej. Odbywają się spotkania z dietetykiem, projekcje wykładów dr Ewy Dąbrowskiej, niektórzy dzielą się sobą − utalentowany akordeonista jakby mimochodem przenosi w czasie, woła melodie, które pokolorowały życie i rozśpiewują się dusze, szklą się oczy. Nieraz zapłonie ogień w kominku. Jest dostęp do biblioteki, pianina, siłowni, tv i internetu. Przed posiłkami popijamy soki owocowe, warzywne, czasem kompot. Często wraz z rozwijającymi się listkami zaparzanych herbat, rozwijają się rozmowy. Ziołowe, zamiast czarnej − zielona herbata i oczywiście, woda. DSCF6883bPopularne kijki czekają przy drzwiach, wciąż ktoś zabiera je na przechadzkę. Tutejszy mikroklimat ma obfitować w jod (sic!). To dla mnie nie lada gratka.

Nie dziwię się powracającym tutaj. Przyjeżdżają po detoks, normalizację. Bo ustępują choroby. I te historie, które tu można usłyszeć, wzmocnienia, uzdrowienia. Dzisiaj zatruwa już to, co za progiem, a i wykańczamy się wśród domowych pieleszy.  Złe nawyki, stres, któż nie wie, o co chodzi? Tutaj można zaczerpnąć powietrza, tu to musi ustąpić, dając przestrzeń, która jest zadziwiająco wypełniona. Jest czas, nie ma przymusu. To nie turnus zadaniowy, nie sztywny plan. To wolność uczenia się stawiania nowych kroków. Przed chwilą rozmawiałam z panią, która przyjechała dziewiąty raz. Przyjeżdżają niektórzy i dla siebie nawzajem. Poznałam wspaniałych ludzi.719

Ośrodkowi patronuje św. O. Pio. To on chciał nieść ludziom ulgę i wytchnienie. Niesie. Jest wśród nas Kapłan, codziennie sprawuje Eucharystię w tutejszej kaplicy.

Na spacerze znalazłam złoty pierścionek. Ogłoszenie już wywiesiłam :) Dla mnie było to jakby przesłanie o skarbie. Skarbie odmiennego podejścia; odnajdywanym.

Dom jest dziełem niezwykłych ludzi. Chciałabym tu wrócić w przyszłości. Najchętniej − poprowadzić choćby nieco podobny ośrodek. Dziękuję :)

DietoRelacja – tydzień 3.

Witajcie! Niedługo minie trzeci tydzień mojej przygody z dietą warzywno-owocową/owocowo-warzywną, różnie bywa z akcentami :)

Jabłko pieczone – czego ono nie uwalnia? Zapach, smak, słodycz, soki… Ciekawie smakuje nadziewane bakaliami w miejsce wyciętego gniazda nasiennego – rozgrzewający deser gotowy w 15 min.

Dzisiaj – dzień 18. – przypadł mi w udziale, jak się wydaje, drugi z kryzysów ozdrowieńczych. Nie są to długie okresy i można je dosyć łatwo rozpoznać.

Zaznaczam, że nie zajmuję się doradztwem dietetycznym.

Moje poszukiwania coraz intensywniej krążą w rejonach terapii Maxa Gersona, lekarza urodzonego i początkowo praktykującego w Polsce. Certyfikowane miejsca ją prowadzące to Instytut Gersona w Meksyku i ośrodek na Węgrzech. Cóż, pobyt dwutygodniowy u naszych Bratanków kosztuje 5500 Euro plus 500 dla niezbędnej osoby towarzyszącej, co jest dla mnie pułapem nieosiągalnym obecnie, ale i odnoszę silne wrażenie – wygórowanym. Przyjrzałam się zdjęciom potraw na ich stronie internetowej – warzywa nie są ze złota, i nawet biorąc pod uwagę koszt ekologicznej uprawy, opłaty związane z użyciem metody, do której prawa są zastrzeżone, nie mogę się zgodzić na wydanie ponad 11400 zł za tydzień pobytu na kuracji żywieniowej.

Jakkolwiek, założenia terapii dr. Gersona są naprawdę ciekawe. Mówią o niedoborach i toksyczności, jako głównej przyczynie zapadania na nowotwory, choroby cywilizacyjne, schorzenia chroniczne.

Póki co, we własnym zakresie staram się dobierać żywność i nie jest to w większości żywność produkowana ekologicznie – nie mam na razie takich możliwości. Wybieram warzywa, owoce pochodzenia polskiego i zawsze mają u mnie przewagę nad odpowiednikami zagranicznymi. Nie stosuję także soków, które w terapii Gersona odpowiadają za uzupełnienie przewlekłych niedoborów w organizmie. Mimo tych wszystkich braków, odżywiając się z naciskiem na warzywa i owoce, także niektóre zboża, czuję się dobrze, lepiej i zamierzam kontynuować. Jednocześnie, mam nadzieję, że niedługo będę mogła używać wyciskarki.

Dieta uświadamia mi, jak bardzo odeszliśmy od zdrowego żywienia, jak ubogie i mało urozmaicone jest przeciętne odżywianie Polaka. Produkty spożywcze, przygotowywane z żywności produkowanej przy dużej chemizacji hodowli i rolnictwa, następnie preparowanej, konserwowanej, nie zaspokajają głodu. Jemy więc coraz więcej coraz mniej wartościowych rzeczy – narażeni na zanieczyszczenia i stres, chorujemy. Teraz, kiedy dużo więcej czasu przychodzi mi spędzać na myciu, obieraniu, szatkowaniu, krojeniu, przyprawianiu, gotowaniu, pieczeniu, przyrządzaniu, widzę, że w gruncie rzeczy jest to to od czego uciekamy, a co jest najnormalniejszym, zdrowym zachowaniem.

Najbardziej przydatne i niezbędne rzeczy są najprostsze. Schody, łóżko, łyżka, nóż, garnek, drzwi – od wieków niczym innym ich nie zastąpiono i mimo wszechobecnego postępu wciąż towarzyszą cywilizacji. Myślę, że i w kwestii żywienia tak być powinno – wymagania organizmu co do żywności są niezmienne, przewód pokarmowy człowieka – przystosowany do rozdrabniania i trawienia produktów roślinnych – i tylko nasze nastawienie, zachowania oraz tempo życia nie wytrzymują próby czasu.

Sałatka owocowa z granatem i imbirem (upgradowana;)

  • granat-owe ziarenka wyłuskać
  • banana, kiwi, gruszkę, rodzynki, orzechy laskowe, nerkowca, migdały – pokroić
  • odrobinę kłącza imbiru- drobniutko posiekać
  • dodać olej lniany
  • dodać wg uznania kapsułkę Capivit Hydrocontrol lub witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (wit. A, D, E, K)
  • odstawić, by składniki się „przegryzły”.

Smacznego!

Pozdrawiam :)

DietoRelacja – tydzień 2.

Witajcie! Dziś co nieco na temat Odmienionej Codzienności Żywieniowej, która jest zaskakująco przyjemna. Oczywiście, wiąże się z wieloooma wyrzeczeniami, ale daje też coraz lepiej zauważalne bonusy. Kilka razy, kiedy inni marzli, mi było ciepło, cera ulega systematycznej poprawie i mam wrażenie, że wręcz czuję wzrost włosów, choć jeszcze tego nie potwierdziłam pomiarami obiektywnymi ;)Powyżej podejście do dania z bombą zdrowotną – kaszą jaglaną. Oj, eksperymentuję ci ja teraz ;) Czasem bywa ciężko, zwłaszcza, gdy coś smażonego, pachnącego odbywa się w kuchni, ale jednocześnie chęć wytrwania jest duża, bo czuję dobroczynne skutki nastawienia na owoce i warzywa; o początkach pisałam tu.

Ulubiona herbata (to już od dawna :)
W zastępstwie, ale i z pewnej ciekawości, pijemy obecnie białą herbatę z lawendą z Tea of Life, nabytą w Almie. Dziwne wrażenie, gdy charakterystyczny aromat unosi się znad filiżanki, ale już wiem, że to kwestia przyzwyczajenia. Podobno i spożywczo, i zdrowotnie, lawenda potrafi się dobrze przysłużyć. Nie mówiąc o walorach estetycznych :)Dotąd nie spotkałam godnego zamiennika dla herbaty Twinings i zdecydowanie polecam, także jeśli ktoś zaczyna przygodę z białymi herbatami lub ewentualnie zdążył się do nich zrazić. Czytaj dalej

Kryzys ozdrowieńczy?

Witajcie! Będzie o jedzeniowych odkryciach. Mam kilka, bo musiałam zmodyfikować dietę.

Poprzednia niedziela to ostatnia niedziela, kiedy jadłam wołowinę w sosie :) Potem rozstałam się z produktami pochodzenia zwierzęcego oraz tymi zawierającymi gluten. Rewolucja.

Uwieczniłam mój pierwszy obiad na nowej drodze życia. Samopoczucie się poprawiło. Potem było tylko lepiej, nawet, kiedy chwilowo ciężko…

Czytaj dalej

Apetyczne zapasy

Nie, nie znam żadnych wytycznych dla terapii wodą z kokosa :) O wodzie kokosowej pisałam TU.

Zdjęciowi zapaśnicy to częściowo przesyłka spod Warszawy, częściowo – bardziej korzystne – zakupy internetowe w Almie24, gdzie była promocja. Przykro mówić o sklepie organicznym w Galerii Krakowskiej – trzeba zapłcić niemal dwa razy więcej.

Z tego, co słyszałam, woda z kokosa zyskuje coraz szersze grono zwolenników. Ludzie wracają do natury, po tym, jak działalnością w wielu dziedzinach zaczęli sami sobie zagrażać.

Te pudełeczka same są jak młode kokosy :) Trochę napoju zostaje na dnie i nie da się go wypić inaczej, jak robiąc kartonikowi małą operację.

Próbowałam także wersji w butelce plastikowej oraz innej – w puszce, firmy Coco Cool (swoją drogą, coś mi to przypomina). Żadna mi nie smakowała porównywalnie, posiadały wyraźny posmak miąższu kokosa, którego wersja kartonikowa jest pozbawiona.

Warto spróbować. Pozdrawiam :)