Z Hummusem na ty i inne historie

Moja tęsknota za strączkowymi zaowocowała. Zaczytana, zasłuchana, ze wspomnieniami w zanadrzu, ciekawością i dobrymi chęciami, spróbowałam. I jest. Hummus. Po góralsku ;) Jak go opisać? Delikatny, ale wyrazisty. Jak tylko dotarłam do Krakowa, pośpieszyłam po jakiś wyznacznik smaku. Mam. Włoski. I nieskromnie powiem, że wypada bladziutko. Nie czuję wielowymiarowego posmaku prażonego sezamu i czosnku, a kwaśność, jakkolwiek pożądana — jest niezachęcająco cierpka. Oryginalny, w restauracji z korzeniami na Wschodzie, jadłam chyba tylko raz. Dawno. W Paryżu. Nie pamiętam, jaki był. Ważniejsze wspomnienia wyparły mniej istotne.

Celem rozszerzania diety, nabyłam cudawianki.ZakupyNadal  unikam glutenu, białek i tłuszczów zwierzęcych. Zostaje jednak całe mnóstwo rzeczy, naprawdę pysznych, wykraczających poza warzywa i owoce :) Tu szczególne wrażenie zrobiły na mnie czekolada w słoiczku i mleko ryżowe instant. Z ciekawostek: nasiona Chia – bomba wartości odżywczych oraz wypiekowy zamiennik jajek, inulina, mączka chleba świętojańskiego, mleko jaglane, quinoa, kardamon.

Powrót do strączkowych zaczęłam od soczewicy czerwonej — jest delikatniejsza od zielonej. Był pyszny pasztet z połowy składników wg zaadoptowanego przepisu. Rozchwytywany.Pasztet z czerwonej soczewicy

Nie wiedziałam, że tak lubię gotować! Musiałam poszukiwać innego odżywiania, odnalazłam uroki tworzenia. Mam z tego masę radości. A bazowa codzienność, czyli soki, sałatki, surówki, zupy, lecza warzywne – idą w parze z inwencją. Coraz bardziej lubię i chcę.

Potem wystąpiła ciecierzyca. Krążyłam wokół niej, czytałam, jak przyrządzać. Wyłaniał się zagadkowy obraz nasion opornych na gotowanie. Doniesienia o cierpliwym namaczaniu potwierdzam. Trzeba ciecierzycę namoczyć, najlepiej w przegotowanej (miękkiej) wodzie. Ciecierzyca i woda mają się mieć jak 1:3. Wody najprawdopodobniej trzeba będzie dolać, bo nasiona ją częściowo wchłoną. Dałam mojej cieciorce ok. 12 h i chyba mogłaby dostać jeszcze nieco. W czasie gotowania dolewamy tylko wrzącej wody, zimna może zniweczyć rezultaty.CiecierzycaCo do dodawania sody dla szybszych efektów — podobno nie warto, zmiana pH powoduje utratę witamin. Gotujemy bez soli.

A oto pewne koszty pośrednie przygód kuchennych. Hummus kosztował nas 1 blender ;) Poległ, biedaczek. Z wprawdzie ugotowaną, ale nadal stanowiącą wyzwanie ciecierzycą, poradził sobie dopiero duży, silny malakser. Nie upieram się przy tym, że przyrządziłam ją właściwie. Pewnie jeszcze wiele muszę się nauczyć. Polecam uwagi specjalistyczne :)

Powiodło się drugie podejście do stworzenia hummusu, albo jego bliskiego kuzyna ;) Za pierwszym razem nie miałam, bagatela — uprażonego sezamu. I — tak, nauczona mini-doświadczeniem, sądzę, że nie da się go niczym zastąpić. Hummus

Poznawszy składniki, szukałam proporcji, m.in. tutaj — dziękuję :)

Składniki hummusu:

  • ugotowane nasiona ciecierzycy – 1 litr (duży słoik, powinno to być ok. 200 g suchych nasion, ale tu pewności nie mam, bo gotowałam od razu porcję 400 g i podzieliłam na oko na 2 duże porcje)
  • 3-4 ząbki czosnku
  • sok z połowy cytryny (u mnie mieszany, dominowała limonka)
  • tahini – pasta sezamowa — zaraz będzie, jak zrobić
  • lodowata woda (przegotowana)
  • sól do smaku
  1. Ciecierzycę ucieramy w urządzeniu, które to przetrzyma :) Ucierałam w malakserze. Dodajemy zmiażdżone ząbki czosnku, sok z cytryny, tahini (przygotowanie opisałam poniżej)
  2. Dodajemy wodę — stopniowo, obserwując zmiany w konsystencji, aż do żądanej. Poprzestałam na bardziej zwartej, stąd przydomek „po góralsku”, bo nie wiem, czy załapalibyśmy się na „po arabsku” :)
  3. Ilość soli z tahini mnie nie wystarczyła, więc dosoliłam nieco
  4. Możemy podać z natka pietruszki, odrobiną oliwy, papryką słodką, przyprawami do smaku (pieprz czarny/ziołowy)

Tahini

  • 6 łyżek ziaren sezamu
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 0,5 łyżeczki soli
  • nieco mniej niż 0,5 szklanki wody
  1. Sezam prażymy na suchej patelni, aż nabierze kolorków, zarumieni się
  2. Rozdrabniamy (użyłam młynka do kawy)
  3. Dodajemy pozostałe składniki i ucieramy w blenderze lub ręcznie kilka minut do uzyskania konsystencji masła orzechowego. Zapach jest niezwykły.

Pasty wyszło sporo. Spróbowałam, a jakże, ale ponieważ wszyscy byli poza domem, a ja czekałam na ważne badanie następnego dnia, zamroziłam hummus w małych pojemniczkach, takich w sam raz na jednorazowe podejście.

Jakoś w tamtych dniach upiekłam też chleb z inuliną, po którym pozostało wspomnienie i szczątkowa fotorelacja ;) Może komuś przyda się informacja, że 7 g drożdży suszonych/instant odpowiada 25 g drożdży świeżych. Mąki typowe zastąpiłam. Ekhm… Zrobiło się baaardzo odżywczo…Chleb z inulinąNa marginesie, 30 stopni ewoluowało w 42! Nie wierz nigdy piekarnikowi w dolnych rejestrach :) El Dorado!

Dopracuję recepturę :)

Pozdrawiam!

Reklamy

2 thoughts on “Z Hummusem na ty i inne historie

Zapraszam do wyrażenia swojej opinii. Podpis jest dowolny. E-mail, Signature, Website are optional. Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Thank you for visiting my blog.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s