Nie tylko 25 Watów

DSC_0552

WIECZÓR INSTYTUTU CERVANTESA
25 WATÓW | 25 WATTS, reż. Juan Pablo Rebella i Pablo Stoll, Urugwaj 2002, 96′

Rozpoczyna się długim ujęciem idących trzech młodych mężczyzn, chłopaków, hmm. Wymowny początek – opuszczone głowy i incydentalny „knok-knok joke”, po którym trzeba przyspieszyć kroku. I chociaż moglibyśmy się spodziewać jakiejś „żarówkowej” idei od Leche, który, jak się wydaje, najbardziej opanował swoją przestrzeń życiową – dziś by powiedziano, że „ogarnięty” był, niesie ona jednak niewiele światła nomen omen, cień bezideowości kładzie się szeroko w okolicy. Ładny, odważnie nakręcony, czarno-biały film przenosi w inny wymiar, daleki od XXI-wiecznego uniformizmu behawioralnego – jest wolniej, swobodniej, tu i teraz, za rogiem. Sukcesem jest pomysł – to chyba słowo klucz – angaż, nagrana robota – oj, nagrana. Jednych wynosi ponad poziomy we własnych oczach, innych – brutalnie ponosi po oczach drugich, jeszcze innym daje szansę na zręby czasowe pośród rozścielonego świata. Zakłamanego świata dla następnych, którym już cierpliwości na miłość nie starcza. Cierp-li, waść – mówił sobie. Do zakochania nie pomogło, a tu o miłości mowa. Więc Mleko. Leche. Dla mnie to najjaśniejszy z chłopaków, najświatlejszy – kwestia sporna. U niego podejście do fizyczności wygląda najbardziej ludzko, a to pewnie przez podejście do życia właśnie. Piękny jest, gdy reaguje i zabiera babcię, wychodzi. Ma swoją ideę, to fakt, ale zaraz – właśnie! – ma pomysł. Siada potem w bezsilności, ale i w tym mu do twarzy, jak najbardziej. Nie są mu obce psie odchody, ale to on najmniej wdepnął. Pomysł makaronowy tu dobrze opisze to i owo. Towarzyszyło mi podczas seansu jakieś ponaglenie – weźcie się za swoją wartość. Zdolność. Kochania. Film bez obrazowania większej presji, dużo dymu i ósma bila. Tam dzwoni się na monety. Io sono. Cantada. Leche ma egzamin. Il e. Życzyłabym mu, spotkawszy, by świecił swoim blaskiem. Moc się znajdzie. Może pociągnie kogoś. Może nie. Póki co, io sono.

PS. Ciekawy jest wątek z Księgą Guinessa. Jest rekord? Jest. Ile? Jeden z Urugwaju. Tylko jeden? Nie może być! A jednak. I to dziwny. Ale jest, ale jest – tego się trzymajmy. Już ktoś czwarty trenuje, by go pobić. Podłączamy żarówkę, czy czekamy na gwiazdy?

Przedtem 4′ – „Un novio de mierda” – reż. Borja Cobeaga, Hiszpania 2010
Pani prezentuje zaślepienie. Pan – cóż on prezentuje? Be aware.

Advertisements

One thought on “Nie tylko 25 Watów

  1. Pingback: Y Buenos Aires | Le mois des mirabelles

Zapraszam do wyrażenia swojej opinii. Podpis jest dowolny. E-mail, Signature, Website are optional. Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Thank you for visiting my blog.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s